Ludzie, miejsca, czas

Aby lepiej rozumieć osobę Czcigodnego Sługi Bożego Serafina Kaszuby warto poznać ludzi tworzących środowisko jego życia, czas i miejsca które kształtowały jego myślenie i pobożność.

Św. Teresa, patronka diecezji łuckiej

Ks. bp A. P. Szelążek, biskup łucki, List pasterski o ustanowieniu św. Teresy od Dzieciątka Jezus Patronką Diecezji Łuckiej, Łuck, 30 września 1928, Jednodniówka, Łuck, 3 październik 1928, s. 1 – 6.

Czcigodnemu Duchowieństwu i ukochanym Wiernym Diecezji Łuckiej
Pozdrowienie w Panu!

 Radość niezmierną zwiastował nam dekret Stolicy Apostolskiej z dnia 14 grudnia 1927 roku, nadesłany obecnie, a zawierający zatwierdzenie św. Teresy od Dzieciątka Jezus na Patronkę Diecezji Łuckiej. Głos Ojca Świętego jest wyrazem woli Bożej. Opatrzność zrządziła, że najbardziej wysunięta na wschód Europy placówka katolicyzmu stanęła pod bezpośrednią opieką tej, którą Pius X papież nazwał: „Największą świętą czasów obecnych”, a Pius XI:— „heroiną świętości”.

W przekonaniu powszechnym ta dziewczyna, wyniesiona na ołtarze, jest -przepięknym „Kwiatuszkiem Karmelu”. Uderza w niej przedziwny zespół głębi światła Bożego i mocy moralnej z prostotą „dziecięctwa duchowego”. Podbija serca ujmująca słodycz najwznioślejszych nakazów, których jest ona wyrazicielką w słowach i czynach. Gdy szczodrą dłonią rzuca sprzed tronu Bożego listki różane niezliczonych pomocy ludziom na tym padole płaczu, jest ona sama nadobnym kwiatem duchownym o bogatej nad wyraz koronie. Zaszczepiona ręką Stwórcy w katolickiej Francji, w rodzinie gruntownie pobożnej, skupia ta latorośl wybrana wszystkie siły w wydobyciu z głębin swego jestestwa, niezrównanej harmonii, duchowego piękna. Zdobi ona ziemię i opanowuje serca barwnym przepychem cnót, subtelną wonią ofiarnego życia, cudnym układem dziejów wewnętrznego postępu.

Znaczenie patronki naszej sięga nieskończenie wyżej ponad czar promiennej świętości. Zamiary opatrzności Bożej obejmują szerokie widnokręgi życia i sięgają do głębin najwyższych zagadnień współczesnych. Zrozumieć należy charakter obecnego momentu dziejowego, jeżeli mamy mówić o posłannictwie św. Teresy. Na tym tle patronat jej ukaże się we właściwym świetle.

W łonie wszystkich narodów i we wszystkich krajach istnieje obecnie wielkie zmaganie się o najdonioślejsze dobra; wielka praca i wielkie współzawodnictwo. Panuje przy tym wielka rozmaitość poglądów na te dobra i drogi, które mają do nich najpewniej doprowadzić, a stąd na wszystkich terenach życia wre zacięta walka ideowa, grożąca ustawicznie pokojowi zewnętrznemu. Nad chaosem tych walk i zmagań góruje bój na śmierć i życie o panowanie prawa Bożego w ludzkości. W jednych krajach wypowiedziano Chrystusowi Panu otwartą wojnę. W innych walka toczy się pod osłoną obrony społeczeństwa przed klerykalizmem, w szkole, w prawie małżeńskim, i we wszystkich punktach, co do których Kościół Katolicki wypowiada swe postulaty. Pozornie idzie o to, aby szkoła była jednolitą; aby małżeństwo było postawione pod jednoczące wszystkich obywateli ustawodawstwo świeckie; aby działalność Kościoła pozostawała w większej zależności od wymagań państwowych. Pod tą wszakże osłoną kryje się planowane na daleką metę zerwanie z Bogiem, odrzucenie Jego panowania w ustroju społecznym.

W tej walce o najwyższe ideały, w obronie prawdy staje cud wielkiej świętości, wypielęgnowanej ręką Kościoła Katolickiego. Pan Bóg wysuwa na widok publiczny niedościgłe dla sił człowieka wyżyny doskonałości, jako dowód prawdy objawionej, jako dowód boskiego posłannictwa tego kościoła, który zarówno jest jeden, apostolski, powszechny, jak jest święty. Żaden związek religijny, który by chciał uzurpować sobie miano Kościoła, nie zdoła stawić przed oczy narodów wzoru bohaterstwa moralnego swoich wyznawców, jak to czyni kościół katolicki. Ten tylko kościół Pan Bóg otacza blaskiem Swej świętości.

W świętych ukazuje Stwórca moc swoją przez wprowadzenie niejednokrotnie nawet najsłabszych istot, jak chłopca lub dziewczynki młodej na najwyższe szczeble heroizmu, na wysokie stopnie zaparcia się siebie, wyrzeczenia się posiadanych dostatków, zachowania czystości, naprawdę anielskiej, cierpliwości wśród krzyżów, miłości szczerej, nawet względem nieprzyjaciół; ukazuje Stwórca swe miłosierdzie, gdy ręką tych ludzi słabych sprawuje cuda nawróceń, gdy rozdziela niezliczone pociechy cierpiącym fizycznie lub duchowo, w niezliczonych okolicznościach, w takim nieprzerwanym łańcuchu faktów jawnych i znanych powszechnie, jakoby trzeba było uwypuklać przez wszystkie wieki spełnianie się słowa Chrystusowego: „Zaprawdę, zaprawdę Wam powiadam, kto wierzy we Mnie, uczynki, które ja czynię on czynić będzie i większe nad te czynić będzie” (Jan 14, 12).

Dziś nie ma zakątka ziemi w świecie katolickim, który by nie znał imienia Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. Zna ją cały świat dla niezliczonych łask, które za jej wstawiennictwem Pan zsyła na ludzi. Ukryta w klasztorze, podczas ostatnich lat swego życia, znaną była ze swej świętości tylko najściślejszemu kołu osób bliskich. Z chwilą śmierci, która tak niedawno nastąpiła, bo 30 września 1897 roku, a więc zaledwie przed 31 laty, jej świętość stała się powszechnie znaną. Spełniać się zaczęły dosłownie wszystkie z kolei przepowiednie, wypowiedziane przez tę zakonnicę młodą o jej posłannictwie na ziemi.

Skromne wyznania, napisane jej ręką pod tytułem: „Dzieje Pewnej Duszy”, miały się stać i stają się powodem dobra wielu ludzi. „Trzeba – mówiła wobec zbliżającej się śmierci – trzeba ten manuskrypt ogłosić bezzwłocznie po mojej śmierci”. „On czynić będzie dobrze wszystkim bez różnicy duszom”, „ponieważ on objawi tym duszom moją drogę”. Jak święty Piotr w swym pierwszym liście (w. 15) zapowiedział, iż po swej śmierci często okazywać będzie wiernym swą pomoc i starania o ich dobro, „A starać się będę – powiada – i często mieć Was po zejściu moim, abyście na te rzeczy pamiętali” – podobnież św. Teresa od Dzieciątka Jezus zapowiedziała, że po swej śmierci doczesnej działać będzie na ziemi. „Ja przeczuwam – mówiła – że moje posłannictwo dopiero się zaczyna… Bytowanie moje w niebie zasadzać się będzie na czynieniu dobrze wśród ludzi na ziemi… Ja zstąpię…” „I nie zaznam żadnego spoczynku aż do końca świata”.

Istotnie, z chwilą ogłoszenia książki: „Dzieje Pewnej Duszy” życie św. Teresy, bogactwo jej cnót, stanęło przed oczyma wszystkich ludów. Popłynęły do niej potoki modlitw. Dziać się zaczęły i dzieją się niezliczone cuda. Tysiące i tysiące nawróceń. W chwilach ostatniej wielkiej wojny staje św. Teresa w obronie sprawiedliwości. Żołnierz francuski znajduje w tej świętej umocnienie odwagi i ratunek w niebezpieczeństwach; nie bez słuszności też jej interwencji przypisuje swoje wielkie zwycięstwo. Papieże: Pius X, Benedykt XV, Pius XI widzą w niej posłanniczkę niebios, w jej słowach – głos Boży. W roku 1923 staje ona w gronie błogosławionych; w dwa lata później – a więc w roku 1925 – w szeregach świętych; po dwóch znowu latach – 1927 r. diecezja Łucka wybiera ją na swoją patronkę. Od dawna wszystkie ściany kościoła karmelitańskiego w Lisieux pokrywają tysiące wotów. Niewiele jest kościołów na świecie, które by nie miały jej obrazu. Widzimy zawsze wielu modlących się u stóp jej ołtarzy. Nieustanne żywe kwiaty i coraz nowe wota ujawniają jej stosunek do ludzi.

Swoim życiem i cudami św. Teresa od Dzieciątka Jezus stała się nowym dowodem prawdziwości kościoła katolickiego, tego kościoła, który jej świętość zrodził, wypiastował i umocnił głoszoną przez siebie nauką, sakramentami i prowadzeniem po drodze doskonałości chrześcijańskiej.

Patronka nasza spełnia inne jeszcze zadanie dziejowe. Nie tylko jest świadkiem prawdy, lecz nadto jest dzielną jej obrończynią. W tej epoce powszechnego zeświecczenia wszystkich dziedzin pracy ludzkiej, tej tak zwanej laicyzacji, a właściwie usuwania Pana Boga z terenu objawów życia publicznego, św. Teresa staje na czele obrońców praw bożych, z hasłem na ustach, wypowiedzianym przed wiekami przez archanioła Michała: „któż, jak Bóg!” Gdy swe posłannictwo porównywa do zadań św. Joanny d’Arc, rozumie przez to misję apostolatu, w szeregu świętych niewiast, o których mówił św. Paweł: „Ze mną pracowały w apostolacie”. W tej dziedzinie ma pewność zwycięstwa. „W mojej misji – powiada – jak w posłannictwie św. Joanny d’Arc, wola Boża będzie spełniona, mimo jakichkolwiek przeszkód ze strony ludzi”. „Bóg dobry spełniać będzie w niebie wszystkie moje życzenia, ponieważ ja na ziemi nigdy nie spełniałam woli swojej”. Zgodnie z tym, co czytamy w psalmie 144-ym: „Wolę bojących się Jego pełnić będzie i prośby ich wysłucha”. „Moim mieczem – mówi dalej św. Teresa – jest miłość„Przy użyciu tego miecza usunę co jest obcym Bogu w królestwie dusz”.

W rzeczy samej, właściwością ideowego boju, tych olbrzymich zmagań się, które się dzieją w naszych oczach, jest pewność, że musi zwyciężyć i zwycięży na wszystkich terenach życia religia prawdziwa; zwycięży prawo Boże; zwycięży Chrystus, Pan nasz. Proroczy psalm drugi i trzeci od wieków nakreślił ten wynik walki przeciwko Bogu i Jego Synowi: „Pan rzekł mi: Synem moim jesteś… dam ci w dziedzictwo narody… a w posiadanie krańce ziemi”… „Rozproszył wszystkich, którzy mi się sprzeciwiają, Boże jest zwycięstwo”… Wynik ten wystąpień przeciwko Panu Bogu zaświadczy kiedyś historia. Widzą to dziś ludzie, którzy patrzą głęboko w przyszłość. Zapowiada to z pełną świadomością objawienia św. Teresa od Dzieciątka Jezus.

W tych okolicznościach patronka nasza zstępuje na tę cząstkę naszej ziemi ojczystej, na której katolicy muszą nieledwie na wzór dawnych synów Jerozolimy wznosić mury obronne, trzymając jedną dłonią miecz – drugą kielnię. Biorąc pod swą opiekę nasze nieliczne szeregi, św. Teresa od Dzieciątka Jezus wprowadza nas na linię bojową walki duchowej, w ogień huraganowy, skierowany przeciwko katolicyzmowi przez liczne rzesze jego wrogów. Tutaj, na ziemiach Wołynia, bardziej, niż gdzie indziej ważą się losy walki o obronę kultury zachodniej przed naporem komunizmu, tutaj rozstrzygają się walki o panowanie sprawiedliwości Chrystusowej nad milionami dusz ludzkich. Te obszary rozległe, które bezbrzeżnym i bogatym krajobrazem uzmysławiają bezmiary przyszłych możliwości, te przestrzenie olbrzymie, gotowe dla posiewu prawdy, dla pługa postępu prawdziwego, oczekują na wzmożoną działalność w duchu misji, którą od Boga otrzymała święta patronka nasza. Ludzie głębiej myślący dawno już, jeszcze przed wojną światową, zrozumieli, że dla uratowania społeczeństw przed katastrofalnym upadkiem kultury, nie dość jest wysuwać na front boju moce fizyczne; nie wystarczą siły pracy umysłowej, najlepiej nawet zorganizowanej. Potrzebna jest nadto siła moralna, ugruntowana, na odwiecznych prawach bożych, aby na niej oparł się program życia ludów, powszechny ład i spokój. W tej sile moralnej – źródło niewyczerpane czynów dobrych. Bez zasad chrześcijańskich nie ma ratunku. Kto wierzy, iż człowiek sam sobie wystarczy, ten nie uświadomił sobie całokształtu zjawisk życia współczesnego.

Wszędzie, ale najbardziej na Wołyniu, oczywistym jest skupienie przeciwko nam znacznej mocy fizycznej i poważnej pracy intelektualnej, potężnie zorganizowanej. Jeżelibyśmy mieli przeciwstawiać wyłącznie podobne siły, musielibyśmy przewidzieć, że będziemy zwyciężeni. Ale obóz, nam przeciwny, pozbawiony jest najwyższej mocy – mianowicie nie chce mieć nic wspólnego z Bogiem. Świat katolicki, a więc i naród polski – w szczególności społeczeństwo szczerze katolickie na Wołyniu, wszystkie swoje usiłowania ma opierać na Bogu – z Nim iść i w Nim cele swoje osiągać.

Tak często wspominamy o walkach duchowych i o posłannictwie św. Teresy w tym zakresie, że można by stąd wynieść wrażenie jakoby rozterki społeczne miały być utrwalane. Byłby to błąd zupełny. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus ujęła w Swe dłonie sztandar Chrystusowy i stanęła na czele naszych szeregów, ale ten sztandar, to krzyż Jezusowy, z wypisanym krwią Zbawiciela hasłem miłości. Do walki wstępuje św. patronka nasza, ale jej mieczem, jak to już słyszeliśmy, jest także miłość: miłość Boga i bliźniego.

„Moim mieczem – mówi ona – jest miłość; przy użyciu tego miecza usunę, co jest obcym Bogu, w królestwie dusz. Sprawię, że ogłosicie Chrystusa Królem w swych duszach”. Istota zwycięstwa, o którym mówimy, polega na powrocie ludzi do Boga. Bojowanie, to zapalanie miłości w sercach ludzkich. Chrystus Pan to wskazał: „Ogień przyszedłem rzucać na ziemię i cóż chcę, jeno aby był zapalony”.

Postać św. Teresy od Dzieciątka Jezus zrozumiałą jest tylko na tle tego najwyższego zadania, które jasno wskazała: „Moim zadaniem jest sprawić, aby miłowano Boga, jak ja Go miłuję”. W tej miłości zatopiona, dla niej żyła i żyje. Płomieniami miłości nadziemskiej chciałaby na sercach ludzi wypisywać wielkie Imię Boże; nią przepoić całą umysłowość ludzką.

Po natchnionych piewcach tej cnoty, która będzie treścią życia w niebie – po św. Pawle, św. Bernardzie, św. Franciszku serafickim, św. Franciszku Salezym, w osobie św. Teresy od Dzieciątka Jezus ten akord niebiański z nową dźwięczy mocą i w nowym brzmi układzie. Jakkolwiek w naukach, wykładanych przez kaznodziejów, często słyszymy rozwijany temat o miłości Bożej, świat wszakże dalekim jest od zrozumienia jej istoty. Zna jej objawy, a nie wciela ich w życie, bo znacznie oddalił się od przenikania najgłębszej właściwości tego węzła, który ma nas łączyć z Bogiem.

Koleje życiowe zatarły w duszach ludzkich przez szeregi wieków poczucie synostwa Bożego, które przywrócił nam Pan Jezus. Ludzie są dalecy od Boga; z wiary religijnej wysnuwają w swej podświadomości głęboko tajony rachunek, że trzeba słuchać się Boga, bo inaczej nie unikniemy złej doli. Istnieje zatem w duszach rachunek i strach. Słowem – służalczość – a nie synostwo. Prawie nie ma tego stanu duszy, który w dziecku góruje ponad wszystkimi uczuciami w odniesieniu do matki i ojca.

Czy jest to synowska miłość względem Boga, gdy człowiek wierzący jest zamknięty w orbicie własnych zainteresowań, a niewiele się troszczy o losy dzieła zbawienia, które Bóg-Człowiek okupił swoją śmiercią? Gdy obojętnie przechodzi obok faktu, że znaczne odłamy społeczeństwa katolickiego stygną w wierze, coraz bardziej zatapiają się w mgłę obojętności religijnej, nie chcą nawet słyszeć o sakramentach świętych, w swym zaś życiu doczesnym nie myślą o stosowaniu etyki chrześcijańskiej; gdy obojętnie patrzy, że niezmierne tłumy, pochłonięte przez długotrwałe błądzenie po bezdrożach, utraciły świadomość swego przeznaczenia; może traktuje to zjawisko, jako należące do zwykłego porządku rzeczy. Dla dobrego syna taki stan spraw ojcowskich byłby źródłem niewysłowionej udręki; jego osobiste sprawy przeszłyby w cień, na plan drugi; wszystko by poświęcił, aby obronić cześć ojca.

Syn dobry ani na chwilę także nie traci zaufania do ojca, choćby dla swych przewinień odbierał od niego jakieś kary, bo nade wszystko jest pewien nieskończonej miłości ojcowskiej. Bliskość stosunku rodziców i dziecka we wzajemnym oddaniu się tych istot tak jest zazwyczaj silna, że nie waży się nikt naruszyć tego stosunku, bo pewien jest, że się spotka z silnym odparciem.

W duszach katolików musi zbudzić się prawdziwie synowskie przywiązanie do Pana Boga, najpełniejsza ufność, bezgraniczne zdanie się na wolę Bożą. Musi wrócić zrozumienie i wykonanie tego ostrzeżenia Pana Jezusa: „Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego” (Mk 10, 15). Serca twarde i zimne w stosunku do Boga, zapłonąć muszą prawdziwym uczuciem najwyższej miłości dla Niego; stopnieć muszą zwały lodowe, które otaczają dusze nasze, w dziedzinie obcowania z Chrystusem Panem; zacząć trzeba tu na ziemi życie, które będzie źródłem szczęścia bez miary w życiu przyszłym; trzeba Panu Jezusowi okazać i udowodnić, że nie jesteśmy zamknięci w trosce o własne dobro, lecz że jego sprawy są naszymi sprawami, że ponad wszystko troszczymy się o to, aby dzieło zbawienia, dokonane przez Chrystusa Pana, było przez ludzi wykorzystane tak, jak On tego pragnie.

Dla ożywienia ufności synowskiej względem Boga, natchnął Duch Święty w czasach ostatnich wprowadzenie czci Serca Jezusowego.

To zadanie również pełni św. Teresa od Dzieciątka Jezus. „Czuję – mówiła ona przed śmiercią swoją – czuję, że moja misja ma się dopiero zacząć, że mam dać duszom swoją „drożynę” – „drogę dziecięctwa duchowego”, która jest drogą ufności i całkowitego zdania się na wolę Bożą”.

Ileż to pociechy w tych słowach dla nas wszystkich; dla upadłych i dla tych, którzy z trudem dźwigają się po drodze doskonałości chrześcijańskiej. Bez trwogi idźcie grzesznicy do Boga, bo to Ojciec najlepszy. Z ufnością posuwajcie się naprzód wy wszyscy, którzy łakniecie i pragniecie sprawiedliwości, albowiem będziecie nasyceni. Więcej, więcej garnąć się trzeba do Boga, do stóp Jego upadać, znając swoją niegodność i winy, jak marnotrawni, ale synowie, jak dzieci, na które oczekują serdeczne, zapominające wszelkich uraz objęcia Boże; gorące uściski ojcowskie, aby już na zawsze trwała wymiana myśli i uczuć.

Czyż być może inaczej, gdy wiemy, że pomiędzy nami i Panem naszym, Jezusem Chrystusem, jest ta Matka Najświętsza, która dla wszystkich zachowuje serce matczyne, pełne miłosierdzia i współczucia; ta, którą codziennie wzywamy, jako ucieczkę grzeszników; ta, przez którą, według słów św. Alfonsa Liguorego, płyną wszystkie łaski; przez którą trafiamy do jej ukochanego Syna; ta Królowa Korony Polskiej, która jeszcze raz w dziejach ukazała wszystkim narodom, że ma ojczyznę naszą w szczególnej opiece i nie tylko wydźwignąć ją zechciała z grobu, ale zasłoniła przed zalewem barbarzyństwa. Do Niej, po Chrystusie Panu, nasze serca zwraca święta Teresa. Droga do miłości Bożej bez Maryi, Matki Boskiej, pojąć się nie da. W życiu św. Teresy cześć dla Najświętszej Maryi Panny cechuje wszystkie chwile dziecięctwa, gdy Niepokalana Dziewica cudownym uśmiechem cudownie również przywraca zdrowie małej Tereni – aż do ostatnich chwil pielgrzymki doczesnej – kiedy św. Teresa układa jeden z najpiękniejszych swoich utworów: „Dlaczego ja kocham Maryję”. Nie jest zaprawdę czcicielem św. Teresy, kto nie potęguje w sobie czci dla Najświętszej Maryi Panny. W tym dążeniu do rozbudzenia w sercach nieskończonej ufności względem „najukochańszego z pośród wszystkich ojców”, przewodniczką jest Maryja Panna; pomocą przy Niej – jest św. Teresa od Dzieciątka Jezus.

Są oczywiście rzeczy, które my sami wykonać powinniśmy. Mylny to pogląd ,,że łaska Boża jest taką pomocą, która by niosła nas, jak matka swe dziecię na rękach, bez żadnego z naszej strony wysiłku. Kto Bogu się oddaje, kto do Niego się zbliża i chce być Jemu wiernym, ma być pewien pomocy Bożej, ale też wiedzieć powinien, że wchodzi na drogę prawdziwego męczeństwa. Pan Bóg nie pozostawia duszy w wygodnym spoczynku, lecz ją przeprowadza przez wszystkie stopnie oczyszczenia; a to dokonywać się musi drogą ustawicznej walki wewnętrznej. Daje Pan Bóg: „chcieć i wykonać” – lecz czyni to przez naszą naturę upadłą, która musi czuć ciężar walki, przeciwności, szarpania się ze skłonnością do złego. Spełnia się ustawicznie zapowiedź Ducha Przenajświętszego: „Bojowanie jest życie człowieka na ziemi”. Łaska towarzyszy w tym bojowaniu, ale nie uwalnia ani od obawy o losy walki, ani od ścierania się z własnymi namiętnościami, ani od widoku niebezpieczeństw; niekiedy łaska rozwiewa te groźne widoki, niekiedy jednak dopuszcza ból udręki wewnętrznej; niekiedy niesie ulgę, zazwyczaj jednak zostawia duszę na terenie walki, nie dając nawet poczuć swej obecności i słodyczy. Pamiętne są słowa Pana Jezusa, powiedziane św. Pawłowi: „Dosyć, ci Pawle, łaski mojej, bo cnota w słabości się umacnia”.

Droga walki wewnętrznej jest królewską drogą służby Bożej; zaszczytną jest ona; godną odważnych żołnierzy Chrystusowych; zasługującą i godną nadziemskiej słodyczy. Św. Teresa nazywa tę drogę „rozkoszną”. Nie ukrywa jej powagi, ale przez budzenie uczucia synostwa uprzystępnia w najwyższym stopniu. Ta święta dziewica, bez zgłębienia obszernych dziedzin teologii katolickiej, wypowiada w tym punkcie, jak w wielu innych, najgłębsze prawdy, oświetlone przez potężne umysły doktorów Kościoła. Zestawimy tu słowa św. Teresy od Dzieciątka Jezus ze zdaniem św. Augustyna w poruszonym przez nas przedmiocie. „Twardym się wydaje i ciężkim, mówi św. Augustyn, to, co Pan Bóg nakazał, ażeby ten, kto chce iść za nim, zaparł się sam siebie; lecz nie jest ciężką ani twardą rzecz, którą nam nakazuje ten, który jednocześnie pomaga, aby było spełnione, co nakazał” (Sermo 47 de diversis). A św. Teresa o tym mówi w następujący, przystępny sposób: „Wiele dusz tłumaczy się, że nie mają dość siły do zwycięstwa. Niechże jednak czynią wysiłki. Pan Bóg nie odmówi pierwszej łaski i doda odwagi do zwycięstwa. Jeżeli dusza odpowie tej łasce, znajdzie się w światłości. Serce się wzmacnia wówczas i postępuje ze zwycięstwa w zwycięstwo”. A w innym miejscu mówi: „Trzeba czynić wszystko, co jest w naszej mocy; dawać z siebie bez rachunku; wyrzekać się samego siebie ustawicznie; słowem, udowadniać swoją miłość wszystkimi dobrymi uczynkami, jakie są w naszej mocy. Zaprawdę jednak, gdy nasze czyny nie mają wielkiej wartości, koniecznym jest, abyśmy pokładali nadzieję w tym, który uświęca nasze dzieła, a wyznając swoją niegodność, jako słudzy nieużyteczni, wierzyli, iż Pan Bóg udzieli nam przez łaskę Wszystkiego, czego pragniemy.”

Twardą zaiste jest cnota; lecz dla wszystkich jest ona dostępną, a będąc niezawodną osłoną wszelkiego dobra, stanowi najwyższą ozdobę człowieka. Jak niegdyś, w wiekach średnich, stalowa zbroja rycerzy, inkrustowana złotem i srebrem, osypana drogimi kamieniami, pieściła wzrok, mieniąc się wszystkimi kolorami tęczy w blaskach słońca, dając jednocześnie obronę przed nieprzyjacielem, podobnież wyrobiona ciężką pracą – przy łasce Bożej – cnota, płonąca jasnością Chrystusową, zdobna stalą pięknych czynów, zachwyca serca, opanowuje dusze, pociąga je i w sferach niebiańskich zatapia.

Hołd nasz, oddany św. Teresie od Dzieciątka Jezus, wyrażony w niniejszym liście, nie byłby całkowitym, gdybyśmy nie wskazali najistotniejszej strony Jej duszy. Polot ducha, który podziwiamy w naszej patronce, uskuteczniany był, według wyrażenia książki O Naśladowaniu Pana Jezusa, dwoma skrzydłami: prostotą i czystością. Pierwszą zobrazowaliśmy dotychczas. Drugą musimy wskazać, choć paru słowy. Czystość. Tak, to czystość najzupełniejsza intencji; szukanie we wszystkim tylko Boga; ale także anielska cnota; niewinność serca, w najwyższym stopniu. Bez przesady można twierdzić, że jednym z powodów czułej miłości, którą Pan Bóg ubogacił serce św. Teresy od Dzieciątka Jezus, była doskonała czystość jej serca. Jest to najgłębsza tajemnica świętości. Wprowadź do życia człowieka doskonałą cnotę anielską, a z nią wejdzie do duszy cały orszak cnót chrześcijańskich, które wytworzą wysoki stopień świętości. Jeżeli kiedy, to dziś potrzebna jest pomoc naszej patronki, aby usunąć zanik tej cnoty w szerokich warstwach społeczeństwa, ożywić obyczaje, prawdziwie chrześcijańskie, przywrócić skromność w mowie, czynach, w całym zewnętrznym zachowaniu się ludzi. Atmosfera duszna i nieczysta panuje na świecie. Moda, albo jakieś dziwne względy, obce duchowi chrześcijańskiemu, sprawiły, że zarówno młodzież, jak i osoby w wieku podeszłym, swoim strojem, formami zewnętrznymi, uczęszczaniem na nieodpowiednie widowiska, czytaniem sensacyjnych powieści, zaprzeczają elementarnym zasadom nauki chrześcijańskiej o obowiązującej nas skromności. W wielu duszach zjawia się pożądanie czystego powietrza. Ten powiew z nieba chwytany jest spragnioną piersią przez wielu; wielu jednak, i bodaj przeważna część ludzi, nie ma odwagi zerwania z pętami mody, aby się nie ośmieszyć w oczach ogółu, który jakoby te formy narzuca z nieubłaganym despotyzmem.

Niechże ci wszyscy, którzy pragną być czcicielami świętej Teresy i chcą zbliżyć się, za jej przykładem, do Jezusa i Maryi, niechże ci wszyscy zrozumieją, że nie są jej miłymi ani szczerze czcić jej nie chcą, dopokąd nie zdobędą się na odwagę odrzucenia tego sposobu postępowania, który innych gorszy i utrwala naganne zwyczaje w społeczeństwie. Nie jest czcicielem naszej patronki, kto w duszy zachowuje jakikolwiek ślad naruszenia anielskiej cnoty.

Pozostaje nam wysunięcie ostatecznego wniosku. Jest on oczywistym.

Niech nikt w diecezji nie zawaha się poznać życia św. Teresy od Dzieciątka Jezus i tej drogi, którą ona nakreśliła, a która prowadzi do Świętości. „Wszyscy, bez wyjątku, według wskazania Ojca Świętego, Piusa XI, bezwzględnie obowiązani są dążyć do tego celu”. (Enc. Rerum Omnium 1923).

Droga dziecięctwa duchowego dostępna jest dla wszystkich ludzi bez różnicy wieku i stopnia oświecenia, jak to sama święta patronka nasza wskazuje: „W mojej drożynie są tylko rzeczy zwykłe; trzeba, żeby wszystko, co ja czynię, mogły spełniać dusze najprostsze”. Droga ta wyrokiem Stolicy Apostolskiej uznaną została za najbezpieczniejszą. Oto słowa Benedykta XV, papieża. „Wierni we wszystkich narodach niech wejdą odważnie na tę drogę” (14/VIII 1921).

Wzywam Czcigodne duchowieństwo i wiernych, aby modłami do tej świętej Patronki błagali nieustannie o pomoc, tak bardzo potrzebną nam wszystkim, którzy na tych Kresach przebywamy; o pomoc we wszystkich sprawach duchownych i ziemskich; niech błagają o opiekę nad całym Kościołem Katolickim w Polsce; o opiekę nad ukochaną Ojczyzną naszą. Niech ludzie upadli odważnie powstaną z grzechów; obojętni w wierze, zaniedbani w pełnieniu obowiązków religijnych, niech powrócą do szczerej religijności i innych niech swoim przykładem budują, aby ta ziemia wołyńska stała się ojczyzną świętych, dzielnicą, ubłogosławioną przez Boga.

Do Ciebie, św. Tereso od Dzieciątka Jezus, zwracamy się z pokorną prośbą, o szczególny patronat nad nami. Osłoń nas od niebezpieczeństw wszystkich, tak duchowych, jako też doczesnych; pokieruj sprawami diecezji dla większej chwały bożej i dopomóż osiągnąć te zadania, które społeczeństwu katolickiemu na Wołyniu wyznaczyła opatrzność Boża, nieustannie rozsiewaj w diecezji, Tobie oddanej, listki różane dobrodziejstw i błogosław. U stóp ołtarzy twoich korząc się, imieniem swoim, duchowieństwa i wiernych ślubuję Ci zachowanie twych świętych wskazań, aby wszystkie serca zapłonęły tą miłością Bożą, którą w nich zapalać pragniesz. Amen.

 Dan w Łucku, 1928 roku, w rocznicę śmierci Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus.

† (-) A. Szelążek
Biskup Łucki

 

Panie ZAPPE

U nich w domu zatrzymywał się Czcigodny Sługa Boży Serafin

NAGRODA KUSTOSZ PAMIĘCI NARODOWEJ

 
 
Statuetka
Statuetka
 

Nagroda Kustosz Pamięci Narodowej została ustanowiona w lipcu 2002 roku przez Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej prof. Leona Kieresa. Jest ona przyznawana za szczególnie aktywny udział w upamiętnianiu historii Narodu Polskiego w latach 1939–1989, a także za działalność publiczną zbieżną z ustawowymi celami Instytutu Pamięci Narodowej. Kandydatów do Nagrody mogą wysuwać instytucje, organizacje społeczne i naukowe oraz osoby fizyczne. Ma charakter honorowy, a jej laureaci otrzymują tytuł Kustosza Pamięci Narodowej. Nagroda ma przywrócić szacunek dla narodowej przeszłości, chronić wartości, dzięki którym Polska przetrwała przez lata zniewolenia.

w 2008 roku nagrodę otrzymały 

Irena (1919–2013) i Jadwiga Zappe


Po II wojnie światowej stworzyły we Lwowie dom pomocy polskim dzieciom i młodzieży. Podtrzymywały tożsamość narodową i kształtowały świadomość historyczną młodych ludzi poprzez udzielanie tajnych lekcji historii, literatury i języka polskiego.
Siostry Irena (ur. 5 kwietnia o.1919 r., zm. 4 lipca 2013) i Jadwiga (ur. 8 kwietnia 1926 r.) Zappe pochodzą z lwowskiej rodziny inteligenckiej, ich matka była nauczycielką, ojciec – naczelnikiem stacji kolejowej we Lwowie. W czasie II wojny światowej obie siostry należały do AK, kolportowały pisma podziemne, Irena była łączniczką. Po wojnie siostry rozpoczęły w swoim lwowskim mieszkaniu pracę z dziećmi i młodzieżą polską, najczęściej z ubogich rodzin. Początkowo prowadziły tajne nauczanie dla dzieci z zaprzyjaźnionych rodzin, później – dla coraz liczniejszej grupy dzieci i młodzieży, nie tylko narodowości polskiej. Wychowankowie sióstr pochodzili m.in. ze zubożałych rodzin lwowskich, często z marginesu społecznego, były sierotami i bezdomnymi. Siostry uczyły historii, literatury i języka polskiego, zasad wiary katolickiej, języków obcych, a także gry na fortepianie. Podczas zajęć wpajały dzieciom zasady moralne i etyczne oraz podstawy dobrego wychowania. Uczyły młode pokolenie patriotyzmu i miłości do Polski. Najuboższe dzieci otrzymywały posiłki oraz niezbędną odzież. Poza nauką siostry Zappe organizowały swoim wychowankom czas wolny. Co roku w okresie świąt Bożego Narodzenia w mieszkaniu rodziny Zappe wystawiano jasełka z udziałem dzieci. Przy minimalnym
nakładzie środków finansowych osiągano wspaniały efekt dzięki ogromnej pracy i pomysłowości sióstr, a także przyjaciół i wychowanków.
Za swoją działalność siostry poddawane były prześladowaniom ze strony KGB. Były szykanowane w miejscach zatrudnienia – Irenie, która była pracownikiem naukowym na uniwersytecie, zakazano pracy z młodzieżą, zwolniono z zajmowanego stanowiska i pozwolono na pracę jedynie w charakterze pomocy technicznej.
W latach siedemdziesiątych przygotowywano przeciwko siostrom Zappe akt oskarżenia za udział w nielegalnej organizacji oraz agitację przeciwko władzy radzieckiej. Jako świadków brano dzieci ze szkoły i zmuszano je do składania niekorzystnych dla sióstr zeznań, które potrzebne były do sporządzenia aktu oskarżenia. Dzieci jednak solidarnie zeznawały, że
panie Zappe pomagają im tylko w lekcjach.
Dzięki pracy, ofiarności i opiece sióstr Zappe wielu młodym ludziom udało się opuścić często patologiczne środowiska i z ukształtowanym systemem wartości, opartym na zasadach wiary, miłości do Polski, znajomości podstawowych wydarzeń z historii Polski, szacunku do drugiego człowieka, wejść w dorosłe życie. Wielu z nich to dzisiaj świetnie wykształceni specjaliści, osoby uczciwe, wrażliwe na krzywdę ludzką. Rozporządzeniem Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej z 6 listopada 2006 r. siostry Zappe
uhonorowane zostały za wybitne zasługi w działalności na rzecz rozwijania współpracy polsko-ukraińskiej Krzyżami Kawalerskimi Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej.

https://ipn.gov.pl/pl/aktualnosci/konkursy-i-nagrody/nagroda-kustosz-pamieci/2008/24256,Irena-19192013-i-Jadwiga-Zappe.html
2020-04-16, 14:10

ks. prof. Henryk Mosing (1910-1999), świadek w sprawie beatyfikacyjnej Czcigodnego Sługi Bożego Serafina Kaszuby

Wielki i skromny człowiek

Ks. prof. Henryk Mosing jest postacią legendarną, można by o nim napisać niejedną książkę, nakręcić niejeden film. Niestety, ze względu na to, że żył i działał w konspiracji, jego postać jest mało znana. Obecna konferencja jest wprowadzeniem do dalszych badań nad tą postacią oraz nad innymi przedstawicielami Kościoła lwowskiego – powiedział podczas rozpoczęcia spotkania dr hab. Włodzimierz Osadczy. 23 listopada w kurii metropolitalnej we Lwowie odbyła się konferencja pt. „Doktor Kościoła lwowskiego. Ks. prof. Henryk Mosing, życie i działalność”.

Ks. Henryk Mosing został ukazany przez prelegentów jako postać charyzmatyczna – wybitny uczony, profesor mikrobiolog, kapłan, misjonarz, wychowawca młodzieży, a równocześnie człowiek skromny i otwarty. Ks. bp Marian Buczek przedstawił sylwetkę lwowskiego kapłana Henryka Mosinga, mgr Andrzej Jastrzemski wygłosił wykład pt. „Spojrzenie na postać ojca Pawła – ks. Henryka Mosinga w kontekście jego ideałów duchowych”, dr hab. Włodzimierz Osadczy, prof. KUL, ukazał posługę duszpasterską ks. Henryka Mosinga w warunkach ateistycznego spustoszenia, ks. dr Oleg Salomon mówił na temat „Pisma Świętego w życiu i przepowiadaniu ks. prof. Henryka Mosinga”, w zastępstwie za prof. Mikołaja Sahadakowskiego jego esej pt. „Prof. Henryk Mosing – pogromca tyfusu plamistego na terenie ZSRR” przedstawiła dr Helena Krzemińska, która również podzieliła się własnymi wspomnieniami o Panu Doktorze.

Metropolita lwowski, abp Mieczysław Mokrzycki podziękował organizatorom konferencji, życzył owocnego sympozjum i wręczył prelegentom pamiątkowy medal, który został wydany z okazji Roku Życia Konsekrowanego, patronem którego w archidiecezji lwowskiej jest o. bp Rafał Kiernicki. Abp Mokrzycki zachęcił tych, którzy znali wielkie postacie Kościoła lwowskiego, korzystali z ich posługi duszpasterskiej czy medycznej do przekazywania pamięci o nich przyszłym pokoleniom. Powiedział m.in.:

– W lwowskim środowisku pod koniec XX wieku pozostała pamięć o Panu Doktorze, jak go nazywali – ks. Henryku Mosingu. Postać dobrze znana kapłanom, którzy korzystali u niego z porad duchowych i spowiedzi. Najbardziej znana jest postać ks. Henryka Mosinga chorym i ubogim w zakresie pomocy medycznej i finansowej. Czynił to jako kapłan Kościoła katolickiego w warunkach wymagających prawdziwego heroizmu.

Sylwetka ks. Henryka Mosinga
Ks. bp Marian Buczek powiedział m.in.: „Henryk Mosing pochodził z rodziny lwowskich lekarzy, a mimo to w latach przedwojennych zapragnął wstąpić do seminarium duchownego aby pełnić posługę lekarza dusz. Niestety, pewne trudności uniemożliwiły mu spełnienie tego pragnienia. Pragnienie kapłaństwa nurtowało tę niespokojną duszę i spełniło się w latach 60. minionego stulecia”.

Henryk Mosing będąc prof. mikrobiologii, nie zrezygnował z pragnienia służenia Bogu w kapłaństwie. Dzięki pośrednictwu znajomego z czasów lwowskich – ks. Tadeusza Fedorowicza, duszpasterza niewidomych w Laskach, otrzymał z rąk prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego święcenia kapłańskie. Po powrocie do Lwowa ks. Mosing rozpoczął potajemną posługę kapłańską na terenie imperium sowieckiego. „Wzorem dla niego byli poprzednicy, wielcy kapłani – „lwowski ksiądz dziadów” św. Zygmunt Gorazdowski, proboszcz parafii św. Mikołaja, naśladował też o. Rafała Kiernickiego, franciszkanina, proboszcza katedry lwowskiej” – zaznaczył bp Buczek.

Ks. dr pomagał chorym w ich domach, a w ostatnich latach przed chorobą – w swoim mieszkaniu. Tego uczył też swoich wychowanków, których potajemnie przygotowywał do posługi diakona. Pragnieniem ks. Mosinga było święcenie na diakona, na wzór św. Wawrzyńca męczennika, młodych, pobożnych chrześcijan. Założył we Lwowie Instytut dla kształcenia przyszłych diakonów. Przygotował kilkunastu młodych mężczyzn do tej posługi, ale gdy zorientował się, że bardziej potrzeba kapłanów, postanowił, że otrzymają oni święcenia prezbiteratu. „Znamy nazwiska tych kapłanów, święconych przez biskupów – Jana Cieńskiego we Lwowie czy Mariana Rechowicza w Lubaczowie oraz oficjalnie Mariana Jaworskiego w Brahiłowie. Kiedy sytuacja polityczna i religijna na Ukrainie zmieniła się na normalną, kandydaci ze stowarzyszenia wstąpili do seminarium duchownych, otrzymali święcenia i posługują w Kościele” – dodał bp Marian Buczek.

Służby bezpieczeństwa ówczesnego reżimu śledziły ks. Mosinga. Ks. Doktor był zawsze ostrożny, ale o jego święceniach wiedziało wielu księży. Wiedzieli też o tym świeccy, którzy nazywali go „Panem Doktorem”. Pod koniec życia, doświadczony długoletnią chorobą, był wzorem chrześcijańskiej postawy cierpienia i znoszenia wszelkich dolegliwości wieku. „Cała działalność ks. Henryka Mosinga zasługuje na ocenę Kościoła i na zastanowienie się nad rozpoczęciem procesu informacyjnego do przyszłej beatyfikacji. Powodów jest wiele do opracowania życia tej pięknej postaci – kapłana leczącego ciała i dusze ludzkie” – podkreślił ks. bp Marian Buczek.

– Osobiście poznałem ks. Mosinga w 1987 roku, w czasie pierwszego przyjazdu do Lwowa. Następnie odwiedzałem go wiele razy, prowadziliśmy długie rozmowy o Kościele lwowskim. Szczególne rozmowy prowadziliśmy podczas jego choroby, gdy odwiedzał go ks. kard. Marian Jaworski. Mamy możliwość poznania wspaniałej sylwetki, wybitnego kapłana archidiecezji lwowskiej, a więc czerpmy z tego źródła wiedzy Kościoła – zakończył swoją prelekcję bp Marian Buczek.

Spojrzenie na postać ojca Pawła w kontekście jego ideałów duchowych
Mgr Andrzej Jastrzemski, który napisał pracę magisterską w Instytucie Teologicznym im. Józefa Bilczewskiego we Lwowie o Henryku Mosingu, wygłosił prelekcję na temat jego ideałów duchowych. Jedną z postaci, na której wzorował się Henryk Mosing w swojej duchowości, był Paweł Apostoł, drugą – św. Wawrzyniec, trzecią – św. Franciszek.

Św. Paweł głosił Ewangelię Chrystusową na rozległych terenach byłego imperium rzymskiego, natomiast ojciec Paweł podjął działalność misyjną na rozległych terenach imperium sowieckiego. Czynił to odważnie, narażając swoje życie na niebezpieczeństwo, uwięzienie i śmierć.

Dlaczego Henryk Mosing przyjął przydomek „ojciec Paweł”? Najprawdopodobniej z tego powodu, że w latach 30. jako student działał w Stowarzyszeniu Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”, a patronem tego stowarzyszenia był św. Paweł Apostoł. Warto zrobić paralelę między życiem św. Pawła a działalnością ojca Pawła. Św. Paweł po swoim nawróceniu przez jakiś czas przebywał na pustyni, zanim podjął działalność misyjną w ówczesnym imperium rzymskim. Dla ojca Pawła pustynią, na której przebywał, był okres, który się zaczął od roku 1939. Był to czas okrutnych prześladowań, aresztów i mordów księży, biskupów, zakonników i sióstr zakonnych, burzenia i zamknięcia kościołów, cerkwi i wszystkiego, co by przypominało ludziom o Bogu. Wówczas Henryk Mosing zaczął zastanawiać się nad tym co można byłoby zrobić aby pomóc resztkom wierzących, którzy pozostali na tych terenach. Jak sam wspomina, podjął decyzję pozostania we Lwowie dlatego, że przypomniał mu się obraz dobrego Samarytanina.

Henryk Mosing szukał możliwości aby dostąpić święceń kapłańskich, które otrzymał, jak już wspominał ks. bp Marian Buczek, z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego. Od otrzymania święceń, rozpoczęła się jego praca misyjna. Początkowo była prowadzona we Lwowie, miała zasięg raczej kameralny, pierwsze msze św. były sprawowane w Instytucie Mikrobiologii i Higieny, przy ul. Zielonej, w którym pracował ks. Mosing, w pomieszczeniu, które się nazywało „osobo opasnyj otdieł” (wydział szczególnie niebezpieczny) do którego nikt, oprócz osób wtajemniczonych, nie miał dostępu. Następnie ks. Mosing odprawiał msze św. dla studentów w mieszkaniach prywatnych. Później o. Paweł zaczął wyjeżdżać w różne miejsca Związku Radzieckiego – na Kaukaz, na Syberię, do Kiszyniowa i w wiele innych miejsc. Przez dłuższy czas prowadził działalność duszpasterską na terenie obwodu Winnickiego i na trenie obwodu Chmielnickiego, w Gródku Podolskim i parafiach k. Gródka Podolskiego.

Jeden z uczniów Henryka Mosinga wspomina o jego działalności na Syberii. Podczas jednego z wyjazdów zepsuł się autobus, którym on jechał. Na dworze był wówczas 40 stopniowy mróz, już myślał, że zamarznie. Jednak nadjechał samochód, zatrzymał się i ks. Mosing mógł dojechać do miasta. Okazało się, że do samochodu zabrał go pełnomocnik od spraw wyznaniowych w tym regionie. Matką jego była Polka, która od czasów zesłania, od ponad 40 lat nie była u spowiedzi. Ks. Mosing poprosił o adres matki. Pełnomocnik przywiózł go pod dom i wskazawszy mieszkanie, pojechał. Doktor zastał jego matkę staruszkę i córkę, w wieku ok. 40 lat. Matka sama ochrzciła ją z wody. Córka opowiedziała, że od urodzenia jest niepełnosprawną, matka uczyła ją modlitwy, opowiadała o Panu Bogu, o kościele, nabożeństwach, mszy św. Mówiła, że od wczoraj zaczęła wątpić w istnienie Boga, skoro jeszcze nie widziała księdza i nie mogła przystąpić do sakramentów św. A dzisiaj – mówiła przy spotkaniu – stał się cud, ksiądz jest w naszym domu, spowiada, odprawia mszę św., udziela Komunii św. Ks. Doktor mówił później, że był to moment, w którym czuł niezmierną wdzięczność Panu Bogu za dar kapłaństwa.

Ciekawym momentem z życia ks. Mosinga była jego działalność duszpasterska u ks. Wojciecha Darzyckiego w Miastkówce na Podolu. Była to bardzo ryzykowna posługa. Ojciec Paweł nie miał upoważnienia do działalności duszpasterskiej. Był on wtedy kierownikiem w laboratorium Instytutu Epidemiologii i Higieny. Ks. Darzycki skonstruował konfesjonał, który miał ukryte od tyłu drzwi. W jaki sposób funkcjonował ten specyficzny konfesjonał? Ks. Darzycki wchodził do konfesjonału, ktoś z ministrantów spełniał rolę penitenta, a tym czasem ks. Darzycki wychodził przez tylne drzwi do pokoju obok, a jego miejsce zajmował ojciec Paweł. Ks. Mosing przez wiele lat pomagał mu spowiadać w tym specyficznym, tajnym konfesjonale.

Innym wzorem duchowości dla Henryka Mosinga był św. Wawrzyniec, diakon. Najprawdopodobniej zafascynował się jego duchowością w bardzo młodym wieku, podczas pielgrzymki do Rzymu. Jak już wspomniał ks. bp Marian Buczek, Henryk Mosing założył Instytut św. Wawrzyńca. Członkowie tego Instytutu zobowiązywali się do zachowania rad ewangelicznych: posłuszeństwa, ubóstwa i czystości.

Ks. Henryk Mosing naśladował w swoim życiu radość, cichość i pokorę św. Franciszka z Asyżu. Dr Mosing, jako naukowiec, miał wysoką pensję, prawie czterokrotnie wyższą od średniej krajowej w tamtym czasie. Mogąc prowadzić komfortowy styl życia, żył bardzo skromnie. Jak wspomina ks. Piotr Mały, kiedy po raz pierwszy ze swym bratem przyjechał do Lwowa, był bardzo zdziwiony radosnym przyjęciem przez ojca Pawła, pomimo tego, że było bardzo późno, około godz. 24.

Inną i bardzo ważną posługą, którą pełnił dr Mosing, była działalność lekarska dla księży na terenach całego Związku Radzieckiego. O jednym z takich wydarzeń pisze uczeń i wieloletni przyjaciel Henryka Mosinga prof. Bolesław Nagay. W zimie 1961 roku ciężko zachorował ks. Józef Kuczyński, który przebywał na zesłaniu w Kazachstanie. Poinformowano o tym ks. Mosinga, który wybrał się w daleką drogę aby udzielić mu pomocy. Gdy przybył do Kazachstanu, zorientował się, że do miejsca pobytu ks. Kuczyńskiego jest jeszcze kilkadziesiąt kilometrów. Niestety w tym kierunku nikt nie jechał, a w międzyczasie rozszalała się zamieć śnieżna i mróz sięgał -40º. Taka zamieć może trwać przez tydzień, a nawet dłużej. Doktor dowiedział się, że do tej miejscowości jedzie traktor, który ciągnie duży stóg słomy. Poprosił traktorzystę aby go zabrał ze sobą. Ten zgodził się, ale w kabinie miał już pasażera. Więc dr Mosing wyżłobił w stogu słomy dziurę, obwiązany linami, przez kilkanaście godzin jechał do samego „posiołku”. Choremu rodakowi udzielił skutecznej pomocy lekarskiej i uratował mu życie. Opowiadał później, że bał się tylko jednego aby nie wypaść ze stogu słomy, ponieważ w pustym stepie podczas zamieci czekała go pewna śmierć.

Pismo Święte w życiu i przepowiadaniu ks. prof. Henryka Mosinga
Ks. dr Oleg Salomon wystąpił jako świadek i jako uczeń ks. prof. Henryka Mosinga. Prelegent skoncentrował się na trzech kwestiach: Pismo Święte na drodze życiowej i biblijna formacja Doktora, znaczenie Pisma Świętego w przepowiadaniu ks. profesora i formacja biblijna członków Instytutu Pomocników Kościoła pw. św. Wawrzyńca.

„Nie znać Pisma Świętego – to nie znać Chrystusa” – te słowa św. Hieronima najlepiej wprowadzają w rozumienie i znaczenie Biblii, jakie posiadała w życiu i posłudze ks. prof. Henryka Mosinga. Te słowa ks. Mosing powtarzał młodym chłopcom, których formował.

– Ks. Doktor w Słowie Bożym szukał wzrostu i umocnienia własnej wiary i wiary tych, którym służył jako naukowiec, lekarz i kapłan. Codziennie karmił się Słowem Bożym poprzez czytanie, studiowanie i rozważanie. Dla niego Słowo Boże było fundamentem, na którym zbudował swoje życie, zrealizował swoje powołanie, sformował swoje kapłaństwo, uczył się odczytywać znaki czasu i wolę Bożą stosownie jego życia. Słowo Boże uczyło go bezgranicznego zaufania Opatrzności – powiedział ks. dr Oleg Salomon.

W szczególny sposób, jako kapłan, Ojciec Paweł przygotowywał się do głoszenia Słowa Bożego. Niezależnie od tego czy była to homilia podczas codziennej mszy św., nawet jeśli na niej było kilka osób, czy homilia na niedzielę, czy święta, czy kazanie odpustowe – były głęboko przygotowane i przemodlone w świetle Pisma Świętego. Ważnym momentem w przygotowaniu swego przepowiadania uważał zapisywanie, utrwalenie na piśmie samych świętych słów, jak i swoich refleksji nad nimi i tego wymagał od swoich uczniów.

– W formacji członków Instytutu Pomocników Kościoła pw. św. Wawrzyńca studium biblijne zajmowało jedno z najważniejszych miejsc. Dr Mosing codziennie, od poniedziałku do piątku przyjmował chorych w swoim mieszkaniu we Lwowie. W piątki wieczorem wyjeżdżał na wyprawę misyjną, na wschód. Nasze życie toczyło się wokół Słowa Bożego, które czytaliśmy i widzieliśmy jak Doktor je realizuje w swoim życiu poprzez pomoc najbardziej potrzebującym, którzy do niego przychodzili – podkreślił prelegent.

Ostatnią księga, nad którą przed swoją śmiercią pracował ks. Mosing był Katechizm Kościoła Katolickiego. Aby lepiej zrozumieć naukę Kościoła, korzystał z tekstów źródłowych w języku polskim i francuskim.

– Od razu po Pierwszej Komunii św. miałem stałego spowiednika, był nim Ojciec Paweł, który w latach 80. na pierwsze piątki regularnie przyjeżdżał do Gródka na Podolu, z którego pochodzę. Kiedy miałem 14 lat, zapytał mnie czy nie chcę być pomocnikiem Kościoła, ale przedtem trzeba by pouczyć się Katechizmu, Pisma Świętego. Zapytał co czytam z książek religijnych. Dostałem w prezencie od babci Stary i Nowy Testament. Doktor powiedział, że kiedy będzie przyjeżdżał do Gródka, żebym przynosił Pismo Święte, że będziemy razem czytać i tłumaczyć. Tak zaczęła się moje formowanie w Instytucie Pomocników Kościoła. Przychodziłem z kolegą, czytaliśmy Pismo Święte z komentarzami, często było nas więcej, wtedy Doktor robił szerszy wykład na jakiś temat z Pisma Świętego. Zawsze był otwarty na pytania, na dyskusje, zachęcał nas do czytania komentarzy. Tak rodziła się nasza miłość do Pisma Świętego, na której budowaliśmy nasze życie i powołanie – zakończył swoje wspomnienia ks. dr Oleg Salomon.

Prof. Henryk Mosing – pogromca tyfusu plamistego na terenie ZSRR
Dr biochemii p. Helena Krzemińska jest jedną z nielicznych osób, które bezpośrednio pracowały z dr. Henrykiem Mosingiem. Przedstawiła ona fragmenty eseju prof. Mikołaja Sahadakowskiego, który z powodu choroby nie mógł uczestniczyć w konferencji. P. Helena podzieliła się również własnymi wspomnieniami o Panu Doktorze.

Esej ten jest próbą przybliżenia sylwetki dra Henryka Mosinga i jego działalności naukowej, jest zwróceniem uwagi na skromne życie naukowca, humanisty, a jednocześnie – wielkiego epidemiologa, którego osoba wciąż zaskakuje i wymaga lepszego poznania. Postać dra Mosinga może być wzorem, mającym siłę oddziaływania na młode pokolenia.

Henryk Mosing w roku 1930 był studentem Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Już wówczas pracował pod okiem światowej sławy naukowca, prof. Rudolfa Weigla. Mistrz Mosinga był wynalazcą pierwszej szczepionki przeciwko tyfusowi plamistemu. Młody student z kolei był zafascynowany epidemiologicznym zagadnieniem tego schorzenia. Środowisko intelektualne Instytutu Weigla było niezwykle wymagające względem młodych uczonych. Z korzyścią odbiło się to na postawie naukowej Henryka Mosinga, ponadto dawało możliwość kontaktu ze światem współczesnej nauki. W roku 1937 Henryk Mosing jako pierwszy spośród grona pracowników Rudolfa Weigla obronił pracę doktorską z epidemiologii w zakresie serologicznych badań nad tyfusem plamistym. Doktorat Mosinga przysłużył się do modyfikacji metodologii badań tego schorzenia. Wyniki pracy zostały zauważone w Europie, wysoko ocenione i opublikowane w oficjalnym wydawnictwie w sekcji higienicznej Ligi Narodów. Mosing otrzymał także nagrodę państwową. Jednak dalsze badania nad problemem tyfusu plamistego zniweczył wybuch II wojny światowej.

Wraz z zajęciem Lwowa przez Niemców w 1941 roku Henryk Mosing pracuje u boku swego mistrza, przyczyniając się niejednokrotnie do ratowania życia ludzkiego. Tym trudnym latom poświęcone są liczne publikacje, będące zarazem aktem głębokiej wdzięczności dla prof. Rudolfa Weigla za możliwość przetrwania czasu okupacji. Wielu autorów tych wspomnień z wdzięcznością odnosiło się do Henryka Mosinga, podejmującego się wówczas produkcji wakcyny przeciw tyfusowi i nielegalnie, wbrew zakazom władz niemieckich dopuszczającego się rozpowszechnienia jej wśród ludności cywilnej w więzieniach, gettach, a nawet w obozach koncentracyjnych.

Wraz z przybliżaniem się frontu radzieckiego do Lwowa produkcja wakcyny została wstrzymana. Profesor Weigl zmuszony został przez władze okupacyjne do przeniesienia się do Krościenka. Henryk Mosing pozostał we Lwowie. Decyzja ta zapadła chyba przede wszystkim z konieczności i z marzenia służenia ludziom w ciężkich okolicznościach. Wiedział dobrze, jaka jest sytuacja na tych terenach Kościoła katolickiego, wiedział również, że przed wojną wielu duchownych zostało wywiezionych na Sybir. Zdecydował się właśnie być tu, obok tych ludzi i tych wydarzeń.

Pomimo włączenia Lwowa do Związku Radzieckiego, pomyślną sprawą dla dalszej działalności Henryka Mosinga okazał się powrót do Lwowa dra Sergija Terechowa. Dr Terechow został dyrektorem Sanitarno-Bakteriologicznego Instytutu, stworzonego we Lwowie. To był uczony, który wysoko ocenił przedwojenne badania dra Mosinga i sprzyjał jego dalszej działalności naukowej. Nadal produkowano szczepionkę prof. Weigla. Jednak nie można było zlikwidować tyfusu, dopóki nie została zlikwidowana wszawica, a wiadomo, że to zjawisko było prawie powszechne.

– Jednak zdarzają się przypadki, które mogą spowodować jakiś sukces. Jednej z karmicielek wszy, którą znam osobiście, zdechły wszy, które karmiła. Owa pani się bardzo zmartwiła, ponieważ karmienie wszy dla wielu ludzi było jedynym środkiem na przetrwanie. Dr Mosing starał się ją uspokoić, zapytał co jadła, piła, jakie leki bierze. Karmicielka prowadziła dokładny dzienniczek. Codziennie były jej podawane kolejne porcje wszy do karmienia i wszystkie spotykał ten sam los. Pan Doktor doszedł do wniosku, że powodem takiej sytuacji jest środek przeciwreumatyczny Butadion, który ta pani przyjmowała. W ten sposób, w walce z wszawicą zaczęto stosować Butadion. Ten wynalazek stał się bardzo dużym sukcesem w zwalczaniu wszawicy, a tym samym w zwalczaniu tyfusu plamistego – powiedziała Helena Krzemińska.

Przez ok. 20 lat dr Mosing prowadził batalię w obronie odkrytych prawd naukowych dotyczących tyfusu powrotnego. Opublikował 56 prac naukowych. Jego największym osiągnięciem było wprowadzenie do praktyki lekarskiej „Testu Mosinga” do prostego i szybkiego rozpoznawania, a następnie zwalczania tyfusu plamistego na terytorium Ukrainy i byłego ZSRR. Pozwoliło to po raz pierwszy obniżyć liczbę zachorowań na obszarze Euroazjatyckiego kontynentu do granic likwidacji tej od wieków wyniszczającej ludzkość choroby. Dr Mosing posiadał niewielu wrogów, lecz licznych przyjaciół wśród naukowców radzieckich, którzy podziwiali precyzję i zasięg wykonywanych prac badawczych we Lwowskim Instytucie Epidemiologii i Mikrobiologii.

Stosownie do przepisów sowieckich, w czerwcu 1948 dr Henryk Mosing uzyskał stopień kandydata nauk medycznych, a w grudniu 1956 stopień doktora nauk medycznych.

Helena Krzemińska zaznaczyła, że tylko dzięki ks. prof. Henrykowi Mosingowi ukończyła studia medyczne, zrobiła bardzo dobrą pracę magisterską i doktorat. Była jedną z pierwszych osób, wtajemniczonych w jego kapłaństwo. Na zawsze pozostały jej w pamięci słowa dra Mosinga, że zawsze trzeba szanować wolny wybór człowieka, a w nauce podziwiać dzieła Stwórcy.

Prezes Uniwersytetu Trzeciego Wieku we Lwowie Ewelina Hrycaj-Małanicz powiedziała, że u profesora Mosinga leczył się cały polski Lwów. Ks. profesor leczył różne choroby, odwiedzał chorych w ich domach, nigdy przy tym nie brał pieniędzy za leczenie, a nawet wspierał finansowo potrzebujących, a robił to bardzo delikatnie, aby nie urazić obdarowywanych. Sam też przygotowywał leki.

– Dzisiejsza konferencja na światło dzienne wydobywa perłę. Myślę, że tak można nazwać postać ks. Henryka Mosinga. Kiedy słyszymy, że to jest wielki naukowiec, wielki epidemiolog, dowiadujemy się, że to jest również duchowny. Duchowny, który w swoje życie bardzo mocno wpisał trzy ideały: posługę św. Pawła, posługę diakona Wawrzyńca i św. Franciszka. Myślę, że jest to właściwa wskazówka dla ludzi młodych, którzy potrzebują ideałów. Instytut, który założył ks. Mosing był adresowany do ludzi młodych, nastolatków. Jak słyszeliśmy – ks. Oleg Salomon, jako czternastoletni chłopiec miał taką propozycję. Kiedy dzisiaj analizowaliśmy postać ks. Henryka Mosinga, to, co pisze się już na jego temat – to skarbiec, z którego możemy czerpać – powiedział obecny na konferencji dziekan Wydziału Teologicznego KUL-u, ks. prof. dr hab. Mirosław Kalinowski.

– Po raz kolejny odbywa się konferencja związana z wybitnymi postaciami Kościoła lwowskiego. Zaledwie kilka miesięcy temu spotykaliśmy się tutaj aby mówić o ojcu bp. Rafale Kiernickim, dzisiaj przywołujemy postać ks. prof. Henryka Mosinga, w 105. rocznicę urodzin tego wybitnego uczonego i kapłana, dorobek kapłański którego jest mało znany poza wąskim gronem świadków. Takie konferencje muszą ocalać od zapomnienia postacie, którymi mógłby się poszczycić każdy Kościół, którymi mogłoby się poszczycić każde środowisko naukowe. Kościół lwowski może zabłysnąć tymi „diamentami”, jakimi byli kapłani archidiecezji, dający przykład wierności Kościołowi. Postać Henryka Mosinga musi być jedną ze sztandarowych postaci, z którymi powinien się identyfikować Kościół lwowski z czasów drugiej połowy XX w. Bardzo ważne jest to, żeby zbierać świadectwa i upamiętniać tę postać. Dzisiejsze audytorium jest niezwykle bogate, w którym w znacznej mierze dominowały osoby starsze, to świadczy o tym, że pamięć o Henryku Mosingu jest żywa. Natomiast jak długo ona będzie trwała, w jakim wymiarze będziemy mogli odtworzyć tę postać zależy od nas. Musimy się zmobilizować i te okruchy wiedzy archiwizować – powiedział dr hab. Włodzimierz Osadczy z KUL-u.

Maria Basza
Tekst ukazał się w Kurierze Galicyjskim nr 22 (242) 30 listopada – 17 grudnia 2015